Skip to main content

Radny powiatu Tomasz Kleniuk postanowił pokazać, że nie boi się migrantów. Opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie z czarnoskórym pracownikiem jednej z lokalnych firm, podkreślając, że mężczyzna uczciwie pracuje i dobrze się zachowuje.

W innym kontekście nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, bo przecież od lat wielu obcokrajowców żyje i pracuje w Polsce. To właśnie w czasie rządów Mateusza Morawieckiego kraj otworzył się na setki tysięcy migrantów, którzy dziś są częścią naszego społeczeństwa i gospodarki.

Tym razem jednak gest radnego zyskał znaczenie polityczne, bo dotyczy osoby, która wcześniej poparła uchwałę przeciwko przyjmowaniu migrantów. Sam Kleniuk tłumaczył wówczas: „Uchwała, którą podejmowaliśmy w Radzie, nie jest sprzeciwem wobec takich osób. Jest wyrazem troski o to, by decyzje o tym, kto i na jakich zasadach zamieszka w naszej gminie, podejmowali mieszkańcy i lokalne władze, a nie odgórne instytucje w Warszawie czy Brukseli.”

Zdjęcie miało zapewne pokazać otwartość i dystans. Ale budzi pytania o sens takich gestów. Czy radny chce teraz pełnić rolę selekcjonera, który uzna jednych migrantów za „dobrych”, a innych za „złych”? Czy naprawdę potrzebujemy dzielenia ludzi na tych, których „warto pokazać na zdjęciu”, i tych, o których lepiej nie mówić? I wreszcie, czy w samorządzie ktokolwiek ma prawo do takiej selekcji? To absurd.

Tego rodzaju działania prowadzą na niebezpieczny grunt. Bo jeśli zaczniemy oceniać ludzi na podstawie wizerunkowych gestów i przypadkowych spotkań, wkrótce każdy może zostać symbolem czegoś, z czym nie ma nic wspólnego. To prosta droga do uproszczeń, które w polityce kończą się zwykle źle.

Polityka migracyjna nie rodzi się w starostwie ani w urzędzie gminy. Zaczyna się na granicach państwa. To rząd decyduje, kto może przyjechać, kto pracuje legalnie, a kto nie. Samorządy nie mają wpływu na to, kto zatrudnia migrantów w lokalnych zakładach, ani kto wynajmuje mieszkania. Mogą natomiast tworzyć warunki, w których każdy niezależnie od pochodzenia czuje się bezpiecznie i jest traktowany z szacunkiem.

Publiczne pokazywanie zdjęć mających udowodnić, że „ci dobrzy” migranci są inni niż pozostali, jest nie tylko powierzchowne, ale i krzywdzące. Bo za każdym człowiekiem stoi historia, a nie etykieta. Zamiast budować narrację na pozorach, warto rozmawiać o realnych rozwiązaniach, które pozwolą mądrze i spokojnie kształtować politykę społeczną.

Dodajmy, że Tomasz Kleniuk nie jest w tym odosobniony. Podobne zdjęcia pojawiały się w ostatnich tygodniach również u działaczy PiS, często w otoczeniu jednej z posłanek tej partii, znanej z ostrej retoryki antyimigranckiej. To pokazuje, że polityka wizerunku coraz częściej zastępuje prawdziwą refleksję nad tym, jak powinniśmy mówić o ludziach, którzy po prostu chcą w Polsce żyć i pracować.

fot. FB/Tomasz Kleniuk

Dodaj komentarz