Jeśli mierzyć kondycję miasta liczbą komentarzy w internecie, Jawor właśnie przeżywa kryzys egzystencjalny. Objazdy mnożą się szybciej niż opinie ekspertów od wszystkiego, a każdy korek ma swojego winnego. Wystarczy wejść do mediów społecznościowych: „paraliż”, „chaos”, „kto to wymyślił?”, „burmistrz nie panuje”. Klasyka gatunku. Tylko że, jak to zwykle bywa, prawda jest mniej wygodna niż emocjonalny komentarz pisany w mediach społecznościowych, a pod warstwą frustracji kryje się coś znacznie mniej klikalnego: największy od lat skok inwestycyjny.
Bo oto Jawor przeżywa inwestycyjny boom, jakiego dawno nie było. Remonty dzieją się równolegle, na wielu frontach, i to nie dlatego, że ktoś lubi utrudniać życie kierowcom, pieszym i rowerzystom jednocześnie. Po prostu miasto postawiło wszystko na jedną kartę. Albo wykorzysta dostępne środki zewnętrzne, z terminami, harmonogramami i twardymi rozliczeniami, albo za kilka lat znów znajdzie się w rankingu miast stagnujących lub o obniżającym się potencjale, „tracących funkcje społeczno-gospodarcze” (sic!).
Na ul. Kuzienniczej trwa przebudowa wiaduktu realizowana przez Dolnośląską Służbę Dróg i Kolei. Obok, modernizacja fragmentu tej samej ulicy, drogi wojewódzkiej 363, finansowana przez Urząd Marszałkowski. Gmina dorzuca swoje: Struga, Wrocławska, Poniatowskiego, Krzywoustego i to nie tylko kosmetyka, lecz pełna chirurgia miejska. Wymiana sieci wodno-kanalizacyjnych i deszczowych, nowe chodniki, ścieżki i ciągi pieszo-rowerowe. Czyli to, czego nie widać na pierwszy rzut oka, ale bez czego miasto po prostu nie działa.
A to dopiero rozgrzewka. W planach kolejne odcinki Wyszyńskiego, z dwoma rondami (na Poniatowskiego i przy 1 Maja), Kolejowa z rondem przy „Medyku”, dalsze fragmenty Struga i Krzywoustego z rondem przy krytej pływalni „Słowianka”. Do tego strefa DSAG S3-Jawor i nowe drogi o roboczych, rolniczych nazwach: Łącznikowa, Pszeniczna, Gryczana. Pod Łącznikową wodna obwodnica Jawora, dodatkowa nitka zasilania od ujęcia w Paszowicach. A przy okazji: więcej ścieżek rowerowych i bezpiecznych tras spacerowych. Tak, przy okazji. Bo infrastruktura dziś rzadko bywa jednowymiarowa.
Nie tak dawno zakończył się remont ul. 1 Maja, Myśliborskiej i Zagrodowej oraz budowa ścieżki rowerowej wzdłuż Sikorskiego z nową nawierzchnią drogi. Dziś mało kto o tym pamięta, bo… sukcesy infrastrukturalne starzeją się szybciej niż asfalt.
Mieszkańcy narzekają? Oczywiście. Frustracja w korku to zjawisko naturalne. Internet stał się miejską poczekalnią gniewu, a burmistrz – najłatwiejszym adresatem pretensji. Tyle że pieniądze na te inwestycje nie spadły z nieba! To środki zewnętrzne, obwarowane terminami, których nie da się „zrobić po kolei/na spokojnie/ bez przeszkadzania”. Gdyby Jawor próbował remontować ulice jedna po drugiej, nie zdążyłby z rozliczeniami i… nie zrobiłby połowy z nich.
Miasto zagrało więc va banque. Wszystko albo nic. I teraz musi dowieźć ten plan, nawet jeśli dziś oznacza to objazdy, błoto i nerwy.
Czy mieszkańcy to docenią? Dziś? Nie bardzo. Jutro? Może. Za kilka lat – na pewno. Bo narzekać na remont to jedno, ale wracać do miasta z nowymi drogami, sprawną kanalizacją, bezpiecznymi rondami i ścieżkami rowerowymi, to już zupełnie inna historia. A wtedy mało kto przyzna, że kiedyś pisał w internecie: „tego się nie dało zrobić gorzej”.
Dało się. Tylko że wtedy Jawor stałby w miejscu.
