Skip to main content

Po ogłoszeniu informacji o termomodernizacji jaworskiego ratusza, internet, zgodnie ze swoim temperamentem, zagotował się w kilka minut. Media społecznościowe zamieniły się w miejską agorę, na której ratusz był jedynie pretekstem. Na tapet wzięto bowiem cały rynek, wygląd kamienic czy stan podcieni, które zamiast być wizytówką miasta, dziś dla wielu są powodem… do wstydu.

Iskrą zapalną była oczywiście kwota. 8 mln zł pozyskanych środków zewnętrznych na termomodernizację ratusza brzmiało jeszcze akceptowalnie, ale już 4 mln zł wkładu z miejskiej kasy wywołało lawinę komentarzy. „Za te pieniądze można było wyremontować kamienice”, „ratusz wcale tego nie potrzebuje”, „wystarczy przejść się po rynku”. Internetowy sąd ludowy nie potrzebował ani akt, ani świadków, wyrok zapadł natychmiast.

Na szczęście w tym zgiełku dało się usłyszeć także głosy rozsądku, ze strony części radnych i komentujących, którzy zamiast emocji sięgnęli po argumenty. I tu pojawia się słowo klucz, konsekwentnie ignorowane w internetowych tyradach: własność.

Struktura własności kamienic jest skomplikowana i daleka od popularnych wyobrażeń. Okazuje się, że szacunkowo, udział gminy we wszystkich 28 wspólnotach mieszkaniowych wynosi 47%, podczas gdy 53% należy do właścicieli prywatnych. Cztery kamienice są w całości prywatne, a gmina ma większościowy udział jedynie w 10 z 28 wspólnot. Trudno więc mówić o „miejskim rynku”. W sensie własnościowym to wciąż przede wszystkim przestrzeń prywatna. To nie jest detal techniczny, to fundamentalna informacja, która rozbraja większość internetowych zarzutów. I to nie miasto „trzyma rynek w zaniedbaniu”, to rynek jest w większości poza jego rękami. A mimo tego dotychczas udało się wyremontować dziewięć kamienic, a dla czterech kolejnych miasto złożyło wnioski o dofinansowanie do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. To dowód, że mimo skomplikowanej struktury własnościowej proces zmian postępuje: małymi krokami, ale realnie. I tak, rynek zmierza w lepszym kierunku, przy świadomości, że skala wyzwań wciąż jest spora.

Pozostaje pytanie, dlaczego wspólnoty mieszkaniowe same nie remontują kamienic. Odpowiedź, jak to zwykle bywa, nie jest prosta. Część wspólnot rzeczywiście nie ma zdolności kredytowej: tworzą je osoby starsze, o ograniczonych dochodach, dla których wieloletni kredyt oznacza realne ryzyko. Inne wspólnoty mogłyby teoretycznie podjąć inwestycję, ale nie chcą, bo właściciele liczą każdy grosz, a strach przed zobowiązaniami skutecznie wygrywa z wizją estetyki. Rzadziej mówi się natomiast o tym, że kosztowny jest już sam etap przygotowawczy. Dokumentacja niezbędna do aplikowania o środki zewnętrzne musi zostać sfinansowana z pieniędzy wspólnoty, zanim pojawi się jakiekolwiek dofinansowanie. I nie zawsze mieszkańcy chcą lub mogą przeznaczyć na to środki. Dochodzą do tego sytuacje jednostkowe, ale istotne, w których przed remontem elewacji konieczne jest wykonanie innych, pilniejszych prac, na przykład kosztownego remontu dachu. W takich przypadkach estetyka musi ustąpić przed elementarną funkcjonalnością. To są decyzje prywatne i wspólnotowe, na które miasto może wpływać jedynie pośrednio: poprzez program wsparcia, doradztwo czy zachęty, co jak widać po efektach, jest wykorzystywane skutecznie i przynosi zauważalne rezultaty.

Ratusz to zupełnie inna historia. To przecież budynek dla mieszkańców. Miejsce, w którym załatwia się codzienne sprawy urzędowe, składa wnioski, odbiera decyzje, spotyka z urzędnikami. To miejsce, w którym obraduje i podejmuje uchwały Rada Miejska. To przestrzeń publiczna w najczystszej postaci, a nie, jak sądzą złośliwi, zaplecze socjalne administracji. Remont ratusza nie jest więc „inwestycją w komfort urzędników”, lecz inwestycją w jakość obsługi mieszkańców, bezpieczeństwo użytkowników i sprawność funkcjonowania miasta. Gmina nie tylko może, ale ma obowiązek w niego inwestować, zwłaszcza gdy chodzi o poprawę efektywności energetycznej i realne oszczędności w przyszłych latach.

Warto też jasno oddzielić fakty od mitów: środki na remont ratusza pochodzą z konkretnego programu: Poprawa efektywności energetycznej i redukcja emisji gazów cieplarnianych na obszarze Aglomeracji Wałbrzyskiej. To fundusze celowe, przypisane wyłącznie do budynków użyteczności publicznej. Nie da się ich „przesunąć” na kamienice, drogi czy inne potrzeby, choćby internet domagał się tego chórem.

Trudno więc czynić miastu zarzut z tego, że skutecznie sięga po zewnętrzne pieniądze. Wręcz przeciwnie, Jawor od lat wypada pod tym względem bardzo dobrze na tle samorządów o podobnej wielkości. Niewykorzystanie czy niesięganie dostępnych środków zewnętrznych oznaczałoby rezygnację z realnych oszczędności i pogorszenie bilansu finansowego miasta w przyszłości.

Reasumendo, problem estetyki rynku pozostaje faktem i nikt go nie neguje. Ale nie rozwiąże go ani internetowa burza, ani mylne przekonanie, że „jakieś pieniądze” można zawsze wydać „gdzie indziej”. Remont ratusza nie odbiera kamienicom ich szans, to dwa różne światy własności, kompetencji i finansowania.

Wniosek jest dość gorzki, ale potrzebny: największym wyzwaniem nie jest dziś sama termomodernizacja, lecz elementarna edukacja publiczna. Zrozumienie, że fundusze celowe są naprawdę celowe, a odpowiedzialne miasto to nie to, które spełnia wszystkie „życzenia”, lecz to, które działa w granicach prawa i rozsądku. Nawet jeśli nie zawsze zbiera za to lajki.

Dodaj komentarz