Skip to main content

Serce rośnie, powieka drga
Są takie poranki, kiedy patrzę przez okno i zadaję sobie pytanie: czy Jawor nie zmienił przypadkiem swojego statusu z „miasta zabytków‟ na „miasta krawężnika i pachołka‟? Gdziekolwiek spojrzeć: okolice centrum, wyloty na osiedla, skrzyżowania, które znałem na pamięć wszędzie ten sam widok: jaskrawa zieleń kamizelek odblaskowych i wszechobecna szara chmura budowlanego pyłu.


Z jednej strony trudno nie czuć optymizmu. Widzimy miliony złotych wpompowywane w infrastrukturę: nowe nawierzchnie, chodniki, instalacje. Gdzieś na horyzoncie majaczy wizja Jawora 2.0  miasta schludnego, sprawnego, gotowego na kolejne dekady. Każdy remont to przecież obietnica lepszego jutra.
Z drugiej strony to życie „pomiędzy‟ staje się powoli testem cierpliwości, której nikt nas nie uczył.
Logistyka godna sztabu generalnego
Wyjście z domu przestało być zwykłą czynnością. Dziś to operacja wymagająca planowania, przewidywania i sporej dawki rezygnacji. Chcesz podjechać na zakupy? Odwiedzić rodziców na drugim końcu miasta? Zapomnij o jeździe „na pamięć‟ mentalna mapa Jawora musi być aktualizowana co rano:
„Tędy nie pojadę, bo zerwali asfalt. Tamtędy niby można, ale jest ruch wahadłowy…‟
Wybierasz więc tę jedyną, teoretycznie drożną trasę. I właśnie to samo pomyślało stu innych kierowców.
I tak oto stajemy w korku, który w mieście tej wielkości powinien być zjawiskiem egzotycznym, a tymczasem stał się naszą nową, irytującą codziennością. Patrzymy na zegarek, potem na koparkę, która akurat robi sobie przerwę, i czujemy to charakterystyczne, mimowolne drganie powieki.
Najgorszy jest brak daty końcowej
Remonty mają tę nieprzyjemną właściwość, że lubią się rozlewać. Kiedy jeden dobiegnie końca, trzy kolejne wyrastają jak grzyby po deszczu. Wszyscy czekamy na ten mityczny dzień, kiedy znikną ostatnie barierki, a przez miasto będzie można przejechać płynnie bez zastanawiania się, czy zawieszenie przeżyje spotkanie z kolejnym uskokiem w jezdni.
„Remont to stan umysłu, w którym nadzieja na lepsze jutro nieustannie walczy z furią dzisiejszego objazdu.‟
Hulajnoga jako plan ratunkowy
Przyznam szczerze w chwilach największej desperacji, stojąc w zatorze, który w Jaworze nie powinien istnieć, a jednak trwa w najlepsze, moje oczy z rosnącą zazdrością wędrują ku chodnikowi. Myśl o hulajnodze przestała być żartem, a zaczęła brzmieć jak realny plan ewakuacyjny. żadnych korków, żadnego polowania na miejsce parkingowe, żadnego paliwa spalanego w jałowym oczekiwaniu i cel osiągnięty szybciej niż samochodem.
Może właśnie w tym tkwi sekret przetrwania tego „wielkiego przebudzenia‟ Jawora? Porzucić cztery kółka na rzecz dwóch małych kółeczek i wiatru we włosach?
Na koniec cierpliwość i wiara
Póki co pozostaje nam uzbroić się w cierpliwość, brać głęboki oddech i wierzyć, że ten wielki plac budowy, którym tymczasowo stał się nasz dom, w końcu zamieni się w miasto, o jakim marzymy.
A do tego czasu widzimy się w korku. Albo na ścieżce rowerowej.
(Bela)

Dodaj komentarz